etnokarelia blog

Twój nowy blog

Mimo ze dopiero co przywitala nas wiosna, nasze umysly juz pragna lata….

Dokonalismy kroku naprzod i juz w ten czwartek spotykamy sie wszyscy by przedyskutowac tegoroczny wyjazd.

Wsrod najwytrwalszych pozostalo tylko kilka osob, dlatego wiekszosc uczestnikow wyprawy to osoby ktore poraz pierwszy przekrocza granice Rosji. Nie bedzie to dla nich tylko symboliczne przekroczenie pasa granicznego, tylko przeniesienie sie w czasie i przestrzeni, bowiem Rosje trzeba poznac i zrozumiec.

Zaaferowani mysleniem o budzecie wyjazdu, celu i planowanych dzialaniach nabieramy ochoty by przestac myslec o wyjezdzie, tylko ruszyc przed siebie…

Ponizej wklejam tekst opublikowany dla etraveler

Najciekawsze dla podróżnika wydaje się być obcowanie z kulturą której nie jesteśmy w stanie zaznać w własnym kraju.

Pragnienie już język pali,
Pora zacząć opowieść,
Wzbić się pieśnią rodzinną
Nad klechdy wieczorne ludu,
Melodii rozwinąć skrzydła,
Ażeby pomysł z głowy
Skoczył zwinnie na usta
ulatywał z języka
Lekko, przystępnie, powoli,
Dzielony zębami w strofy.

Kalevala w przekładzie
Józefa Ozgi-Michalskiego.
Runa 1 (1-10)

Jadąc do Karelii podróżnik ma możliwość przebywania wśród ludzi o których istnieniu wiedzą tylko nieliczni zapaleńcy, z ludźmi na temat których praktycznie nie da się zebrać konkretnych informacji w gazetach podróżniczych, księgach tematycznych czy relacjach z podróży. Takiego wyjazdu nie zaoferuje biuro podróży, a przewodnik na nic się nie przyda. I to jest wspaniałe! Ta niezależność. Spokój. Nieokiełznana natura. Brak miejskich szmerów. Brak kieszonkowców.
Poznanie Karelów i kultury którą reprezentują  wydaje się być znacznie ciekawsze niż zwyczajowe wylegiwanie na plaży, zwiedzanie średniowiecznych zamczysk czy wielkich aglomeracji.
Dzięki wybraniu takiego miejsca na urlop finalizacja naszego wyjazdu będzie odkrywcza dla nas i naszych słuchaczy.

Piękny czasie młodości,
Zbliż się, zaśpiewaj ze mną!
Towarzyszu mej drogi,
Zbliż się i opowiadaj!
Jesteśmy tutaj wszyscy,
Z różnych stron, zespoleni;
Rzadko się spotykamy,
Trudno się nam odnaleźć
Na tej szerokiej ziemi,
Szarej ziemi północy.

Kalevala w przekładzie
Józefa Ozgi-Michalskiego.
Runa 1(11-20)

Mówiąc o Rosjanach stosuje się ogólny termin dla wszystkich obywateli tej Federacji, rzadko kto  jest świadom że wśród tych ludzi występuje wiele podziałów:  nie dla wszystkich najbliższym językiem jest rosyjski , a obok prawosławia widnieje wiele innych religii. Kultura Rosji jest tak silnie zróżnicowana jak skład ciasta.

Czy znamy dobry przepis na ciasto?

Wyrabiając ciasto stosujemy wiele składników – w skład widzianej jednolitej substancji wchodzi wiele na równi istotnych składników.
Owym ciastem można określić Rosję jako jeden naród, a do grona jego składników wchodzi wiele grup. Jedne z nich są autochtoniczne a drugie to ludność napływowa.

Nie ma spójnej masy bez któregoś elementu. Dlatego też omówię jeden z setek smaków tego tortu.

Jeśli jesteś w stanie wyobrazić sobie mapę Rosji spójrz na jej daleko wysuniętą północno- zachodnią część.
To tu -począwszy od jeziora Ładoga i Onega, a kierując się wzdłuż granicy z Finlandią po lewej stronie oraz granicy nadmorskiej po prawej znajduje się republika Karelii.
Nazwa nie jest bezpodstawna, w czasach historycznych ów rejon był zamieszkany w 50 procentach przez Karelów. Dzisiaj aby znaleźć któregokolwiek z nich należy mieć porządnie opracowaną mapę.
Ludność ta w chwili obecnej nie wiele różni się od Rosjan. Ich język bardziej przypomina fiński, lecz na co dzień w mowie dominuje j. rosyjski. To samo dzieje się z kulturą i religią- coraz więcej ludzi zaczyna chodzić do cerkwi a przestaje wierzyć w siły natury, coraz rzadziej w przekazach ustnych krążą mity o Piotrze I i fragmenty eposu ‚Kalevala’.

Gdzie spotkasz Karela?

Dzisiaj Karelów można szukać tylko ze świecą, aby więc rozpocząć poszukiwania, warto wiedzieć gdzie się kierować. Udajmy się  do obwodu Ołonieckiego, Twerskiego, w okolice jezior Siegoziera, Onega i Ładoga, dopiero później wybierzmy inne rejony Karelii. W Ołońcu po dziś dzień jest to żywa kultura, natomiast w większości miast podtrzymywana przez starsze pokolenie, na wioskach wygląda to nieco lepiej.

Jak go poznasz?


Nie poznasz… na pierwszy rzut oka Karelowie niczym się nie wyróżniają.
Drewniane stare domostwa kojarzą się z Karelami. Budowali je ich pradziadkowie, dziś jednak trudno na tej podstawie to ocenić.

Jak więc odróżnić czy w tym  domu mieszka Karel?
Patrz na podłogę- czy jest pokryta okrągłymi, kolorowymi dywanikami lub równie kolorowymi pasiastymi kilimkami.
Spójrz na stół- czy widzisz na nim białe tkaniny z wyszytymi czerwoną nicą wzorami? Jeśli są w kształcie ptaków trudno by nie były karelskie.

Przyjrzyj się uważniej, w karelskim domostwie wnętrze powinno być wypełnione przede wszystkim drewnem, kuchnia wyposażona w piec i samowar, zamiast religijnych symboli  zobaczysz poroże na ścianie, a wchodząc do następnych pokoi czasem będziesz musiał pochylić się.

Najczęstszym widokiem z okna  będzie jezioro, bowiem pierwsi osadnicy budowali domostwa blisko wody.
Toalety nie szukaj w mieszkaniu- przeważnie znajduje się na dworze.
Jak zobaczysz w ogrodzie mały domek, nie zastanawiaj się co może być w nim schowane, musisz wiedzieć że to jest bania- rosyjska odmiana sauny.

Karelowie mają swój strój ludowy. Jednak po tym Karelów nie poznasz- bo owego stroju nie noszą.

Karelowie mają charakterystyczną budowę nosa, jest on dość mały w stosunku do całej twarzy.
Co jeszcze? … Przebywając nawet kilka miesięcy wśród Karelów trudno byłoby wyróżnić ich z tłumu przypadkowych osób. O wiele łatwiej byłoby napotkać na nich w chwili rozmowy, nawet jeśli będą mówić po rosyjsku.

Wiejski spokój

Karelskie pieśni śpiewane były tak samo kiedyś jak i dzisiaj. Choć obecnie to raczej można mówić o odtwarzaniu ich. Często nawiązują do Kalevali, podziwiania natury, sytuacji rodzinnych, przede wszystkim zaślubin i małżeństwa, najczęściej śpiewają o miłości nieszczęśliwej i przywiązaniu panny młodej do dotychczasowego życia, rodziny i domu. Pieśń taka jest lamentem poświęconym odejściu z domu i zamieszkania z mężem. Inne opowiadają o wojnie i oczekiwaniu na powrót ukochanego.


Karelowie zawsze czuli więź z naturą, las jak i jeziora miały charakter magiczny. O tych miejscach istnieją liczne podania ludowe, niegdyś istniały też ograniczenia w korzystaniu z tych dóbr natury, nakazy i zakazy, sposoby postępowania z wodą, tabu związane z wejściem do lasu w określonych godzinach. Dziś człowiek złamał wszelkie prawa i sam zarządza przyrodą, często eksploatując ją bez umiaru. Karelowie zawsze zajmowali się połowem ryb, do dzisiaj jest to ich hobby a czasem źródło utrzymania, przy zbiornikach wodnych piorą dywany i przesiadują w upalne dnie, w lesie zbierają grzyby czy to w celach rekreacyjnych czy zawodowych. 

Takie zwyczajne, a tak niesamowite

Przekazywana jedynie ustnie historia mówi że Karelowie bali się wody, myśleli że pod taflą wody czają się demony, które tylko czekają aby kogoś wciągnąć. Aby uniknąć kontaktu z topielcami ludzie kąpali się tylko w miejscach gdzie dosięgali dna. Choć wodne potwory przeszkadzały im w pływaniu,  to będąc w łodzi nie odczuwali takiego strachu.
Współcześnie w taki sposób  babcie tłumaczą brak umiejętności pływania

Jezioro Svjatlooziero- swoiste sacrum. Kryje w sobie do dzisiaj nie rozwiane tajemnice. Wielu ludzi podejrzewa że obmywając się w tej wodzie Piotr I wyleczył się z wszystkich dolegliwości. Mitów opowiadających te wydarzenie jest wiele, ale każdy z nich prowadził do powyższego konsensusu.
Jezioro kryje wiele innych sekretów, jeden z nich dotyczy cerkwi, która niegdyś została wybudowana na wysepce, po dziś dzień mieszkańcy wioski Svjatlooziero zastanawiają się na tym czy faktycznie ona istniała.

Las dla Karelów był źródłem nie tylko jagód i grzybów, ale też mięsa i opalu. Zapuszczając się w gęstwinę lasu szlakami znanymi tylko myśliwemu zdarzało się że nie powrócił on do domu. Umartwiona rodzina nie mogąc znaleźć ojca w lesie, tłumaczyła sobie jego znikniecie w sposób, który dzisiaj uznajemy za nielogiczny- nie przyszło im do głowy że drzewo mogło zgnieść drwala albo zwierzyna pożreć swojego łowcę- wina za wszelkie nieszczęścia napotkane w lesie zrzucana była na nie zidentyfikowane istoty.

Podstawą utrzymania Karelów był chów, hodowla i rolnictwo. Większość mieszkańców wioski była zatrudniona w kołchozie lub sowchozie. Zanim powstały te ogromne gospodarstwa, niemalże każdy posiadał swoje pole uprawne i mniejsze bądź większe hodowle. Ludzie, będąc całkowicie uzależnionymi od zebranych upraw i wydajności zwierząt, poświęcali wiele czasu swojej pracy, szczegółowo opiekując się zwierzętami. To dla nich urządzali specjalną ceremonię. Z opowieści starszyzny wynika, że cała wieś uczestniczyła w takim wydarzeniu: zaganiano zwierzęta w jedno miejsce,  mieszkańcy wsi otaczali stado tworząc krąg, każdy trzymał w reku pochodnie. Stojąc w kręgu zagawarywano zwierzęta (zagawarywanie- czyli szeptanie zaklęć). Niestety rzadko kto szczegółowo pamięta ten obrzęd i nikt go nie jest w stanie opisać.

Karelowie nie mając dostępu do lekarza, z wszelkimi problemami zdrowotnymi radzili sobie sami. W każdej wsi mieszkała znachorka, która zajmowała się ziołolecznictwem i zagawarywaniem. (podobnie jak szeptuchy) Do dzisiaj przetrwała tradycja leczenia się ziołami. Niemalże każdy trzyma w swoim ogrodzie małą apteczkę, w razie dolegliwości trzeba tylko wyrwać ziele i w zależności od formy zastosowania- ususzyć, ugotować, zrobić olej, zalać spirytusem lub użyć bez żadnego przetwarzania.
Znachorami mogą być tylko kobiety. Nikt nie był w stanie powiedzieć dlaczego ta umiejętności dziedziczona jest w linii żeńskiej i na czym w zasadzie polega. Wszyscy natomiast byli jednomyślni względem tego, że do dzisiaj żyją osoby które ową umiejętność odziedziczyły i że do dzisiaj są osoby chętne by poddać się takiej kuracji. O wiele częściej jednak ludzie korzystają z usług lekarza.

Magia czy wyobraźnia


Młoda kobieta zaprasza do siebie by skorzystać  z Internetu.  Na miejscu okazuje się że przygotowała się do tego spotkania: zastawiła stół frykasami, zrobiła przegląd książek wyszukując te związane z Karelami. Wśród nich pojawiły się naprawdę cenne lektury. Kobieta oddała je lekką ręką.
– To nie wszystko – słyszę głos. – Pokażę teraz karelskie rękodzieła. Szast- prast, z wielkiego pudła wynurza się haftowany obrus, drewniane figurki, a później rodzinne zdjęcia, obrazy,  krosno, wrzeciono, grępla. Kobieta z zapałem opowiada o sobie, swojej rodzinie i przekazuje całą wiedzę wyniesioną z wychowania w karelskiej rodzinie.
– Czasem jak patrzę przez okno widzę moją mamę idącą po jeziorze… – opowiada  – nie umiem tego wytłumaczyć, ale ona tam jest. Zawsze wtedy mam ochotę wyjść i pójść do niej, ale przecież nie umiem chodzić po wodzie.
– ludzie boja się lasu… – opowiada drugą historie – raz znaleziono wykopaną  w ziemi dziurę, taką w wielkości człowieka, długą i nie szeroką. Jedyne co było w środku  to ubrania, jakby ktoś wyszedł z ziemi , ale bez odzieży.

Trudno pożegnać się z Karelią. Z gościnnością jej mieszkańców i pięknem natury.
Smutne że przebywając w karelskich wioskach byłam świadkiem wychodzenia z użycia języka karelskiego. Może fakt że przyjeżdżają ludzie z innego kraju, którzy pytają o ich język i tradycje wzbudzi poczucie potrzeby szanowania i pielęgnacji  tych wartości. Gdyby nie postęp technologii, który zmusza człowieka do zastąpienia własnej pracy maszynami, do zakupu jedzenia zamiast produkowania, łatwiej byłoby żyć na wsi i kultywować tradycje pradziadów. Sytuacja ekonomiczna niestety zmusiła większość ludzi do przeprowadzki do miasta, gdzie przecież trudniej zachować swoją odrębność. Dzieci uczą się w szkołach nie mając dostępu do lekcji karelskiego, nie poznając swoich barw ludowych ani haftów. Trudno by w takim dziecku wzbudzić poczucie karelskiej tożsamości. Tym wszystkim muszą zająć się rodzice. Ale po co? Skoro znajomość języka karelskiego nic nie wniesie do CV. Może jednak warto? Dla kultury!

Dzien etnologa

Brak komentarzy

Zapraszamy na Dzien Etnologia
http://www.facebook.com/event.php?eid=214642111936492

Dzien etnologa

Brak komentarzy

Nie bedzie tancow, spiewow i hulanek – tak wlasnie zapowiadamy dzien etnologa. Przychodzcie!
W tym dniu uchylimy Wam rabka tajemniny o naszej wyprawie do Karelii… i cos wiecej

Dzien 25 pazdziernika chcemy poswiecic Marii Czaplickiej ktora stala sie dla nas inspirujacja, rozwinela w nas tworcze myslenie, a my chcemy by ta passa trwala dalej, wiec juz za pare dni Kolo Szczecinskiej Etnologii zostanie mianowane imieniem Marii Antoniny Czaplickiej.

Hej !

Kolejne działania.

Brak komentarzy

Po naszym wyjeździe do Karelii nie pozostały nam jedynie wspolnienia. Jak wiadomo jesteśmy studentami Etnologii na Uniwersytecie Szczecińskim zrzeszonymi w kole naukowym. Nasze koło nie posiada nazwy ani loga, lecz pewnie niebawem to się zmieni. 25.10.2011 planujemy na wydziale humanistycznym zorganizować dzień etnologa. Dlaczego w ten dzień? Tego dnia w roku 1921 roku urodziła się Maria Antonina Czaplicka, polska etnografka znawczyni szamanizmu syberyjskiego. Maria Czaplicka była tragiczną postacią, do nauki wprowadziła termin choroby arktycznej. Część z nas chciałaby aby pod jej patronem działało nasze koło naukowe. W dzień etnologa planujemy, przypomnieć tą postać, powiedzieć coś o syberii, ale również zaprosić naukowców z innych instytutów etnologii. Chcielibyśmy zorganizować jakiś egzotyczny poczęstunek, pokazać nasze muzealne zbiory oraz wiele wiele innych rzeczy.
Wracając do kwestii związanej z naszym wyjazdem do Karelii. Zebrany przez nas materiał etnograficzny może się przeistorzyć w prace licencjackie, oraz magisterskie które powstaną na Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Szczecińskiego, oraz innego typu publikacji. Pod koniec listopada i początek grudnia planujemy zorganizować dzień kultury Karelskiej. W planach dnia kultury Karelskiej mamy między innymi do zaoferowania: pokaz strojów ludowych, tańca, muzyki, wyszywki, plecenie dywanów, wystawa zdjęć, film, wykłady, poczęstunek tradycyjnym jedzeniem etc.
Możliwe, że nawiążemy głębszą współpracę z Polonią w Republice Karelii i w przyszłym roku zorganizujemy kolejną edycję obozu językowego „Lato w Karelii”, oraz będziemy mieli szansę na przeprowadzenie kolejnych badań terenowych.

Kalevala

Brak komentarzy

Karelianizm i romantyzm narodowy

Od samego
początku do zainteresowania Kalevalą przyczyniła się kwestia jej
karelskich korzeni. Karelia uważana była bowiem za skarbnicę run,
idylliczną krainę, gdzie elementy starożytności przetrwały do dziś.

Romantyczne zainteresowanie starożytnością, Kalevalą i Karelią było
nazywane karelianizmem, zaś szczytowa faza jego rozkwitu przypadała na
rok 1890.

Zbieracze run i etnologowie odwiedzali Karelię, by przywozić wciąż nowe,
interesujące znaleziska. Wszystkie przeżycia zostały opisane w
dziennikach podróży i gazetach. Karelia stała się wkrótce miejscem
pielgrzymek dla artystów. Kalevala zyskała miano dzieła wybitnego, z
którego czerpało inspirację wielu artystów. Wkrótce po ukazaniu się
Kalevali badacze podkreślali, że choć jej treść w większej części opiera
się na oryginalnej ludowej tradycji to jako całość jest dziełem
Lönnrota. Uważano, że Kalevala przedstawia starofińskie realia i
rzeczywistość z nimi związaną. Dla ludzi związanych z karelianizmem
krajobraz i mieszkańcy Karelii byli odbiciem dawnego świata. W całej
Europie powszechne było przekonanie, że plemiona pozostające w izolacji
żyją tak jak przed wiekami.

Karelianiści założyli w 1919 Towarzystwo Miłośników Kalevali, którego
jednym z celów było stworzenie Domu Kalevali, który byłby miejscem
spotkań artystów i badaczy związanych z Kalevalą.

Eliel Saarinen zaprojektował Dom Kalevali ale projektu nigdy nie
zrealizowano. W innych budowlach autorstwa Saarinena, między innymi
Muzeum Narodowym i helsińskim dworcu kolejowym, widoczne są wpływy
karelianizmu.

W wieku XX fascynacja Kalevalą zaczęła ewoluować zamieniając się w
krytykę. Mówiono o plebejskiej kulturze i ucieczce od teraźniejszości.

Pod koniec XX wieku Kalevala i ludowe runy na nowo zaczęły budzić zainteresowanie. Wyprawy do Karelii znów stały się możliwe.

 

http://www.finlit.fi/kalevala/index.php?m=263&s=266&l=13

Cześć.
Pisze tu jako członkini wyprawy. Chciałabym napisać moje osobiste relacje z podróży autostopowej do Rosji i po Rosji.

Jako ze uważam siebie za osobę zaprawiona w podróży autostopowej, oczywistym było dla mnie ze i tym razem pojadę autostopem. Aczkolwiek przekroczenie granicy Rosji było dla mnie nowym wyzwaniem. Dlaczego wyzwaniem… hm… Otóż tłumaczę- przed wyjazdem wszyscy próbowali wyperswadować mi pomysł poruszania się tym środkiem transportu na terenie Rosji. Słyszałam różne opinie, wszystkie negatywne, o tym ze jak dziewczyna stanie przy drodze to wezmą ja za prostytutkę, o tym abym unikała mafii i pijanych kierowców, a trudno było mi ich unikać, bo ich nie spotykałam.
Co prawda rejon Rosji w którym byliśmy nie zajmuje dużej powierzchni, a jazda autostopem ograniczała się do trasy Ivangorod- Petersburg, Svyatozero- Ivangorod. Byc może jeżdżąc w dalsze rejony autostopem mogłabym natknąć się na nieprzyjemne sytuacje.
Ale nie warto hipotetyzowac. Ważne jest to co doświadczyłam podczas stopowania. W tym miejscu obalam tez mit o tym ze kierowcy oczekują pieniędzy za podwózkę, o tym ze policja szuka pretekstu do otrzymania łapówki, o nieprzyjemnym przejściu przez granice.

Większość napotkanych osób dziwiło się ze wybrałyśmy autostop jako środek komunikacji, mówili nam ze po Rosji nikt nie jeździ autostopem, a nas uważali za bardzo odważne osoby, skoro dopuściłyśmy się tego czynu. Nie wiem skąd te zdziwienie, bo podczas jazdy spotykałam tez innych autostopowiczów.

Jazda autostopem jest moja ulubioną forma pokonywania odległości. Jadąc w ten sposób już na początku drogi czuje ze jestem w podróży, jest ona ekscytująca, pełna wrażeń i nie przewidzianych sytuacji.
Osoba która zabiera autostopowicza jest z reguły osoba towarzyska i o miłym usposobieniu. Często pomaga nie tylko podwożąc mnie do określonego miasta ale i pod sam adres docelowy. Zdarza się ze zauważając moja niezaradność załatwia za mnie ważne sprawy, np. załatwia nocleg, kupuje bilety autobusowe, dzwoni do moich znajomych. Nie rzadko podwiezienie autostopowicza kończy się wspólnym posiłkiem z nim, czasem tez wymiana numerów telefonów.

W ten chwili nie jestem w stanie przypomnieć sobie mojej podróży do Rosji, aczkolwiek dobrze pamiętam powrót do Polski.
Ruszyłyśmy z samego rana z Svyatozero, zabrał nas kierowca starym samochodem. Po drodze 2 razy poszła guma, nasz kierowca wyciągnął kolo, pompkę i w mgnieniu oka przywrócił samochód do poprzedniego stanu. Za drugim razem poszło to jeszcze sprawniej.
Jazda tym samochodem trwała dość długo, ale przynajmniej prowadziła bezpośrednio do Petersburga. Mieliśmy kilka postojów- podczas pierwszego kierowca postanowił pozbierać grzyby, a gdy wypełnił nimi cały worek to wyciągnął z samochodu chleb, warzywa i słoninę. Tak wyglądało nasze śniadanie. Drugi postój był związany z wymiana kola, podczas trzeciego kierowca kupił nowe kolo, 4 postój to wymiana następnego kola, a piaty… kierowca postanowił uciąć sobie drzemkę, zajechaliśmy na pobocze a on zaskakująco szybko zasnął przed kierownica.
Miałyśmy w planach jechać do Tallina, ale osoba u której miałyśmy tam mieszkać nie odbierała ode mnie telefonu. Nie wiedziałyśmy jak w tej sytuacji postąpić wiec zostałyśmy na noc w Piterze mając nadzieje ze w międzyczasie rozwiąże się sytuacja z Tallinem…
Niestety Tallin ciągle milczał. Rano wyjechałyśmy z Petersburga. Samo wydostanie się z miasta zajęło nam trochę czasu. Pierw pojechałyśmy metrem, później elektriczka a dalej na piechotę, gdy już doszłyśmy do dogodnego miejsca, zostałyśmy obdarowane arbuzem… cóż za udrękaaa…. nieść 3 kilowa kule w rekach…Jedyne czego pragnęłam to pozbyć się jej, tak wiec gdy wysiadłyśmy z pierwszego samochodu od razu pokroiłam arbuza i pozbyłam się polowy jego ciężaru. Podczas jazdy spotkałyśmy naszych kolegów, którzy także jechali autostopem. Nasz kierowca był na tyle uprzejmy ze wziął dodatkowych pasażerów. Wspólna jazda nie trwała długo, za to po wyjściu z samochodu czekało na nas przejście miasta. Gdy to uczyniliśmy, po kilkunastu minutach zatrzymał się nam samochód, chłopacy postali trochę dłużej, aczkolwiek i tak nas dogonili.
Dojechałyśmy do Narwy w sumie 3 samochodami. Po przejściu na stronę Estońską spotkaliśmy się z naszymi towarzyszami i zjedliśmy resztę arbuza. Znów nas czekało przejście miasta.

‚cóż za udrękaaa…. nieść 3 kilowa kule w rekach…Jedyne czego pragnęłam to pozbyć się jej’. Przez nasz brak myślenia pozbyłyśmy się namiotu. W przeciwieństwie do pozbycia się arbuza TO NIE BYŁO ZAMIERZONE. Nie mając dachu nad głową i obserwując zanikające słońce czułyśmy się bardzo bezradne. Stałyśmy na pustkowiu gdzie raz na 5 minut przejeżdżał samochód, czasem pociąg. Wraz z przejechaniem każdego następnego samochodu traciłyśmy wiarę w to ze wydostaniemy się z tego miejsca. Planowałyśmy już zbudować szałas w pobliskim drzewostanie i przekoczować tam noc. Jednak nasza sytuacja odmieniła się wraz z pojawieniem się nowego samochodu, TEGO SAMOCHODU. Okazało się ze kierowca jechał do Tartu, a ja przecież miałam nr telefonu do kobiety z Tartu, która… zgodziła się nas przenocować.

Kristina okazała się być bardzo mila osoba, pracownikiem naukowym Uniwersytetu w Tartu. Spędziłyśmy z nią 2 godziny po czym z wielkim zadowoleniem poszłyśmy spać.
O godzinie 8 wyjeżdżałyśmy z miasta autobusem linii 1. Wysiadłyśmy na przystanku za rondem Ryskim. Z pierwszym kierowca pojechałyśmy ok 60 kilometrów, z drugim 350 a z trzecim ponad 800. O 2.40 byłyśmy w Poznaniu. Nasz pociąg wg. planu powinien odjechać 5 minut temu. To był mój pierwszy raz w życiu gdy dziękowałam PKP za opóźnienia pociągów. Mrzonki o PKP nie trwały długo. Po 10 minutach pojawił się konduktor, chciałyśmy u niego kupić bilety, a on… mówi ‚proszę państwa mogę wystawić bilet ale dopłata do niego będzie kosztowała 90 zł’ ‚hmm…nie macie pieniędzy, wiec wystawiam bilet kredytowy, wynosi on 350 zł, na miejscu będziecie panie mogły pisać odroczenie od zapłaty i tłumaczyć się’. Zdezorientowane, z grymasem na twarzy i smutkiem w oczach wykrztusiłyśmy ‚ale drogi pani, my chcemy kupić od pana bilet, dworzec był zamknięty i nie mogłyśmy tego zrobić wcześniej, chciałybyśmy teraz wykorzystać możliwość zakupu biletu’. Na nic się zdały nasze  tłumaczenia, nasze prośby, nasze opowieści o długiej podróży do Rosji… Konduktor wrócił po 5 minutach, rzucił hasło w nasza stronę ‚a nauczycie się aby teraz od razu po wejściu do pociągu kupić bilet’. Nie opierając się, szybko krzyknęłam TAK a straszny konduktor zmienił się w dobrotliwego pana i sprzedał nam normalne bilety z dopłatą 10 zł.

Szczecin przywitał mnie chłodem, szarością i nowym centrum handlowym.
Kazdy wyjazd umacnia moja miłość do miasta i domu

чёрная речка

Katedra sw. Katarzyny

Terrehyte

4 komentarzy

Hej hej.

Jak to by Karelowie powiedzieli na przywitanie- Tervehteyle.

Jezyk karelski, co juz sami mozecie zaobserwowac nie jest jezykiem nalezacym do bliskiej jezykowi polskiemu grupy jezykowej.
Jako ze jest jezykiem nalezacym do innej rodziny jezykowej to trudno bylo go nam zrozumiec, ale nie byl to dla nas problem, bo trudno tez bylo go uslyszec…

Jezyk karelski jest bardzo podobny do finskiego, jednak na jego rozwuj wywarl wplyw tez j. rosyjski.
Jest to jezyk ugrofinski z rodziny uralskiej, nalezacy do podgrupy baltyckofinskiej.
Jezyk karelski wywodzi sie z dialektow plemion baltyckofinskich zamieszkujacych terytorow Karelii i jest kontynuacja jezyka pra ugrofinskiego.
Jezyk karelski posiada wiele dialektow, jednak  w Svyatozero, (czyli na terytorium w ktorym przebywalismy) uzywa sie (przynajmniej oficjalnie) dialektu ludyckiego. Ze wzgledu na wymieszanie ludnosci niekiedy spotyka sie osoby poslugujace sie dialektem liwwskim.

Spedzajac 2 tygodnie w Karelskiej wiosce- Svyatozero staralismy sie jak najwiecej dowiedziec o tym rejonie, specyfice zycia na wsi, strukturze etnicznej, a przede wszystkim jezyku karelskim jak i samych Karelach. Okazalo sie ze w wiosce zostalo mniej niz 50 procent Karelow, co nie jest rownoznacznie z tym ze posluguja sie swoim etnicznym jezykiem. Aby uslyszec rozmowe w jezyku karelskim musielismy po prostu o to poprosic. Nie kazdy jednak potrafil odpowidziec na ta prosbe. Wsrod osob poslugujacych sie jezykiem karelskim znajdowaly sie starsze osoby, rzadko ponizej 70-tego roku zycia. Wynika to z faktu ze w wiosce brakuje instytucji ktore wspieraja i nauczaja jezyka karelskiego. Innymi skutkami owej sytuacji byla prowadzona polityka wynaradawiania w Zwiazku Radzieckim jak i migracje. Duza czesc Karelow wyjechala do miasta w poszukiwaniu lepszego zycia po zamknieciu zakladow pracy. Osoby ktore zostaly nie mialy duzo towarzyszy do rozmowy przez co stopiniowo zapominaly swoj jezyk ojczysty i w ten sposob byly zmuszane do coraz czestszego mowienia w j. rosyjskim.
W Svyatozero obok Karelow i Rosjan mieszkaja tez Bialorusini, Tatarzy, Finowie, Ukraincy, Websowie, Polacy i Staroobrzedowcy. Dane na ten temat pochodza z rozmow  z Karelami a nam nie udalo sie spotkac 7 ostatnich grup mniejszosciowych, wynika to z faktu ze najbardziej bylismy zaabsorbowani Karelami.

Jezyk karelski jest jezykiem zywym poniewaz istnieja jego przekazy pismienne a wspolczesnie tworzona jest literatura w tym jezyku. Jednak jest uzywany przez niewielkie grono osob, z reguly starszych. W wiosce ktora badalismy istnieje zagrozenie wyjscia z uzycia jezyka karelskiego.

no..no, no… szykują się zmiany.

Wirus autostopu rozprzetrzenia się.

Dwoje chłopaków postanowiło wybrać też ten sposób podróźy, będziemy trzymać za nich kciuki:)

 


  • RSS